„Dobrze. Nie wiedziałabym, co powiedzieć”.
Skinęła głową.
„Spędziłam życie w strachu. Bałam się, że odejdziesz. Bałam się, że Maxime odkryje prawdę. Bałam się, że Julien pojawi się w naszym życiu. A im bardziej się bałam, tym bardziej kłamałam”.
„Chroniłaś go przed prawdą. Nie chroniłaś go przed nim samym”.
Claire płakała w milczeniu.
„Wiem”.
Pierre milczał.
Potem powiedział:
„Kochałem cię całe dorosłe życie, Claire. To nie znika z dnia na dzień. Ale nie mogę już mieszkać w domu, w którym muszę się zastanawiać, która część mojego życia była prawdziwa”.
Wzięła drżący oddech.
„I co z tego?”
„Więc sprzedamy to mieszkanie”.
Uniosła wzrok.
„Pierre…”
„Maxime nie wróci do tego jak dziecko. Nie będziemy udawać, że wracamy do domu, gdzie skończyliśmy. Załatwimy papierkową robotę. Pomożemy naszemu synowi stać się porządnym człowiekiem. A potem zobaczymy, czy zostało między nami coś, co nie opiera się na strachu”.
Claire zamknęła oczy.
Potem skinęła głową.
To nie było pojednanie.
Ale to była pierwsza szczera rozmowa od dwudziestu dwóch lat.
Sześć miesięcy później, w niedzielny poranek, Pierre otrzymał wiadomość.