Pierre odwrócił wzrok.
„Twoja matka też musi nauczyć się przestać cię ratować, żeby móc sobie wybaczyć.”
Maxime zamknął oczy.
„Zraniłem ją.”
„Tak.”
„Ty też.”
Pierre wstał.
Położył dłoń na ramieniu Maxime’a.
Nie pieszczota.
Jeszcze nie.
A silna więź.
„Próbowałeś odebrać mi prawo do bycia twoim ojcem jednym zdaniem. Nie uda ci się tak łatwo”.
Maxime naprawdę wybuchnął płaczem.
Pierre stał obok niego.
Nie przytulił go.
Nie powiedział mu, że wszystko zostało zapomniane.
Bo to nie była prawda.
Ale został.
A czasami pozostanie bez kłamstwa jest już formą miłości.
Następne tygodnie były trudne.
Bardzo trudne.