Nazywam się Pierre Morel. Mam pięćdziesiąt pięć lat, mieszkam w Montreuil, w regionie paryskim, i wczoraj wieczorem podjąłem najboleśniejszą decyzję w moim życiu.
Wyrzuciłem syna z domu.
Nie dlatego, że go nie kocham.
Ale dlatego, że kocham go za bardzo, by dalej patrzeć, jak gnije w wygodnym życiu, które zbudowaliśmy mu z matką w pocie czoła.
Pracuję od szesnastego roku życia. Najpierw jako praktykant w małym warsztacie w Saint-Denis, potem jako mechanik, a potem jako brygadzista warsztatu. Znam zapach oleju napędowego na skórze, poczerniałe paznokcie, których żadne mydło nie doczyści, pieczenie nerek po dwunastu godzinach na nogach i koniec miesiąca, kiedy liczy się każde euro przed napełnieniem lodówki.
Nigdy nie chciałem, żeby mój syn tego doświadczył.
Maxime ma dwadzieścia dwa lata.