23 stycznia 1943 roku, północna Francja, region Pas-de-Calais. Gęsty śnieg padał na ruiny starej fabryki tekstylnej, przekształconej w coś, co na niemieckich mapach wojskowych nazywano Polową Jednostką Medyczną 19. Nie było w tym jednak nic medycznego, tylko przenikliwy chłód, zapach środków dezynfekujących zmieszany z zaschniętą krwią i stłumiony dźwięk rozkazów wydawanych po niemiecku.
W tych szarych, kamiennych murach Francuzki były pozbawiane imion, ubrań i wszelkich śladów człowieczeństwa. I zawsze zaczynało się tak samo. „Zdejmijcie ubranie i uklęknijcie”. To zdanie rozbrzmiewało echem w wąskich korytarzach, wypowiadane z klinicznym chłodem, bez gniewu, bez nienawiści, niczym rozkaz wykonywany niczym protokół.
Co było dalej, nikt nie odważył się powiedzieć, przynajmniej przez długi czas. Oficjalnie to miejsce nie istniało. W dokumentach Vermarth widniało jedynie jako punkt triażu medycznego dla cywilów podejrzanych o udział w francuskim ruchu oporu. W praktyce było to laboratorium, a człowiekiem, który je stworzył, był dr.