Kiedy burmistrz miasta zdjął jej welon, zamknęła oczy i wyszeptała coś, czego nikt nie usłyszał. Ale Morau, który stał obok niej, zobaczył, że jej usta się poruszają. Powiedziała: „Dziękuję!”. Po ceremonii kilka osób podeszło do Simone. Niektórzy byli potomkami ofiar zaginionych podczas wojny. Inni to po prostu ludzie poruszeni jego historią.
Młoda kobieta, może 25-letnia, uścisnęła mu dłoń i powiedziała: „Moja babcia zaginęła w 1943 roku. Miała na imię Claire”. Claire du Bois. Nie wiem, czy tu była, ale dziękuję za pamięć. Simon odwzajemnił uścisk jej dłoni. Claire, powtórzyła. Tak, znałam jakąś Claire. Śpiewała nawet w ciemności, śpiewała.
Młoda kobieta zaczęła płakać, a Simon ją przytulił. Simon zmarł w 2011 roku w wieku 29 lat. Zanim jednak zmarła, udzieliła ostatniego wywiadu. Powiedziała: „Nie chcę, żeby ludzie się nade mną litowali. Chcę, żeby zrozumieli, co się stało. Bo nie chodziło tylko o nas. Chodziło o to, co się dzieje, gdy ludzkość ląduje w koszu, gdy zwykli ludzie bezkrytycznie przyjmują rozkazy.
Kiedy milczenie staje się współudziałem, a chcę, żebyście wiedzieli, może się to powtórzyć w każdej chwili i wszędzie, jeśli nie będziemy czujni”. Wywiad został wyemitowany we francuskiej telewizji. Dotarł do milionów ludzi. Szkoły zaczęły zapraszać Moraux, aby opowiedziała o historii jednostki 19. Podręczniki zostały zaktualizowane, aby uwzględnić tę historię.
I powoli, bardzo powoli, te zapomniane kobiety zaczęły odnajdywać swoje miejsce w zbiorowej pamięci. Ale historia nie kończy się na Simone. W 2015 roku zgłosiła się kolejna ocalała. Nazywała się Louise Martin. Miała 91 lat i mieszkała w małej wiosce w Bretanii. Przeczytała książkę Moraux.