Osoba, która już nie płacze. Osoba, której już nie poznaję w lustrze”. Ten pamiętnik odnaleziono dziesiątki lat później, ukryty między belkami stropowymi opuszczonego domu w Lille. Greta miała 24 lata, kiedy została przydzielona do Jednostki 19. Studiowała pielęgniarstwo pediatryczne. Marzyła o pracy z dziećmi, ale wojna przesądziła o jej losie.
A teraz spędzała całe dnie, będąc świadkiem tortur. W swoim dzienniku opowiada, jak próbowała uciec mentalnie. Recytowała wiersze. Przypominała sobie piosenki z dzieciństwa. Wyobrażała sobie, że jest gdzie indziej. Ale to działało tylko częściowo, bo jej ręce wciąż tam były, trzymając instrumenty, a jej oczy wciąż widziały wszystko.
A jej obecność, choćby bierna, czyniła z niej wspólniczkę, a ofiary starały się chronić na wszelkie możliwe sposoby. Niektóre tworzyły małe rytuały mentalne, licząc do tysiąca, recytując modlitwy, wspominając twarze dzieci, których mogły już nigdy nie zobaczyć. Inne po prostu się odłączały, wchodząc w stan emocjonalnego oderwania, niemal śmiertelny.
Ale ciało nie zapomina. Nawet gdy umysł próbuje uciec, ciało rejestruje każdy ból, każde upokorzenie, każde naruszenie i nigdy nie znika. W lipcu 1943 roku jednej z więźniarek, młodej kobiecie w wieku około 25 lat, oznaczonej jedynie numerem 19, udało się wyryć wiadomość na ścianie swojej celi zardzewiałym gwoździem.