Ta cisza była gorsza niż jakikolwiek krzyk, ponieważ oznaczała, że ktoś przestał walczyć, że ktoś się poddał, a co gorsza, że ktoś umarł. Drugim świadkiem była 75-letnia Marguerite Blanc, mieszkanka hospicjum w Arouant. Była bardzo krucha, ale wciąż przytomna. Opisała Vulkera jako człowieka, który nigdy nie krzyczał.
Był spokojny, zawsze spokojny, a to było gorsze niż jakikolwiek krzyk. Pamiętała niemiecką pielęgniarkę, która płakała cicho, trzymając tacę z narzędziami chirurgicznymi. „Była tam więźniem tak samo jak my” – powiedziała Marguerite. „Ale była zbyt przerażona, żeby złamać rozkaz”. Marguerite opowiedziała też szczegół, który zmroził Morau.
Pamiętała młodą kobietę, prawdopodobnie osiemnastoletnią, którą przywieziono do jednostki w marcu 1944 roku. Była w ciąży, w około piątym miesiącu. Vulker był nią zafascynowany. Chciał zaobserwować, jak ekstremalne zimno wpływa na płód. Poddawał ją wielokrotnym testom hipotermii. Młoda kobieta błagała, płakała.
Krzyczała, że doniesie dziecko do końca, że potem zrobi wszystko, co zechce, ale żeby oszczędził dziecko. Felker nie odpowiedział. Po prostu robił notatki. Dwa tygodnie później poroniła. Płód został wyjęty i zakonserwowany w słoiku z formaliną, a młoda kobieta zmarła z powodu krwotoku trzy dni później.