Ale coś w niej nie chciało odpuścić. To było jak dług. Niespłacony, złamana obietnica. Ona przetrwała, tak wielu innych nie. I czuła, że jest im coś winna, że musi dać świadectwo, że musi wrócić tam, gdzie to wszystko się wydarzyło i powiedzieć: „Pamiętam”. Istniałeś, nie jesteś zapomniany.
Zaprosiła Morau, żeby jej towarzyszył. Zgodził się i razem, w chłodny kwietniowy poranek, pojechali do Pas-de-Calais, na teren dawnej fabryki tekstyliów. Parking zbudowany w latach 80. wciąż tam stał. Asfalt popękał. Kilka pustych miejsc, żadnych tablic pamiątkowych, żadnego pomnika, żadnego śladu, że wydarzyło się tu coś strasznego.
Simon stał nieruchomo na środku parkingu, rozglądając się dookoła, próbując coś rozpoznać. „To było tutaj” – powiedziała. „Jestem tego pewna”. Podróż do tego miejsca była dla niej trudna. W pociągu milczała, patrząc przez okno, z dłońmi splecionymi na kolanach. Mora nie próbował się odezwać. Wiedział, że niektórych rzeczy nie da się wyrazić słowami.
Kiedy dotarli na najbliższą stację kolejową, zawahała się, zanim wysiadła. „Nie wiem, czy dam radę” – mruknęła, ale i tak zeszła, bo wiedziała, że musi. Morau przywiózł stare zdjęcia, mapy i dokumenty. Udało mu się zlokalizować dokładne położenie wejścia do fabryki. Simon szedł tam powoli, opierając się na lasce.