Kobieta, szacowany wiek 28 lat, doświadczenie. Zanurzenie w wodzie o temperaturze 4°C. Czas trwania: 22 minuty. Rezultat: utrata przytomności po 18 minutach. Temperatura końcowa ciała: 30°C. Pacjent zmarł w ciągu nocy. Strona po stronie powtarzały się te same adnotacje: liczby, dane, zgony, jakby były to statystyki z badań rolniczych, a nie dziennik tortur.
Morau spędził tygodnie zamknięty w swoim biurze, czytając i analizując każdą stronę. Robił notatki, porównywał daty z innymi dokumentami historycznymi. Przeszukiwał. Były nieścisłości, ale wszystko wydawało się autentyczne. Styl był spójny, medyczne słownictwo precyzyjne, szczegóły anatomiczne dokładne, a co najbardziej niepokojące, ton.
Fulker nie pisał jak przestępca próbujący ukryć swoje czyny. Pisał jak badacz dokumentujący eksperyment naukowy. Nie było w nim śladu winy, eufemizmów, prób moralnego uzasadnienia, tylko fakty, obserwacje, wnioski. Ale najbardziej szokujące nie były same eksperymenty, lecz naturalność, z jaką zostały opisane.
Fulker nie okazywał poczucia winy. Nie używał eufemizmów. Po prostu relacjonował jak naukowiec obserwujący reakcję substancji chemicznej. I to ujawniło coś przerażającego. Dla niego te kobiety naprawdę nie były ludźmi. Były materiałem biologicznym, a ta dehumanizacja nie była wynikiem nienawiści czy sadyzmu, lecz zimnej, racjonalnej, wręcz biurokratycznej logiki.