Eksperymenty przebiegały według precyzyjnego schematu, począwszy od dehumanizacji. Więźniów rozbierano do naga, numerowano i traktowano jak przedmioty. Vulker uważał, że jest to konieczne, aby wyeliminować czynniki emocjonalne. Gdyby traktowano ich jak ludzi, asystenci mogliby się wahać. Gdyby traktowano ich jak numery, wydajność byłaby większa. I to zadziałało.
Niemieckie pielęgniarki, które z nim pracowały, posłusznie wykonywały jego polecenia bez sprzeciwu. Nie dlatego, że były okrutne, ale dlatego, że rutyna normalizowała horror. Wstrzyknięcie bakterii bezbronnej kobiecie stało się po prostu czwartym protokołem eksperymentalnym. Obserwowanie kogoś umierającego z powodu hipotermii stało się po prostu zbieraniem danych o oporności cieplnej.