Sam poszedłeś na komisariat.
Nie z kamerami.
Nie z prasą.
Z Gabrielem, twoim kierowcą, i poczuciem winy tak ciężkim, że aż fizycznym.
Rosalía wyszła z zaplecza w tym samym mundurze co poprzedniego dnia. Miała opuchnięte oczy. Włosy wyślizgnęły się jej z koka. Wyglądała na mniejszą, niż pamiętałeś, jakby upokorzenie ją ścisnęło.
Kiedy cię zobaczyła, zatrzymała się.
„Señor”.
Podszedłeś do niej.
Potem zrobiłeś coś, czego nigdy nie zrobiłeś w obecności personelu, prawników ani policji.
Skłoniłeś głowę.
„Rosalío, wybacz mi”.
Rozpłakała się natychmiast.
Kontynuowałeś.
„Powinnam była cię chronić. Powinnam była wcześniej to zakwestionować. Moje dzieci powiedziały mi prawdę, zanim zdobyłam się na odwagę, by ją zobaczyć”.
Zakryła usta.
„Powiedziałam im, że nie kradłam”.