„Chcę tylko, żeby chłopcy byli cali”.
„I chcę, żeby nauczyli się, że miłości nigdy nie należy wykorzystywać”.
Zgodziła się.
Bliźniaki powoli wracały do zdrowia.
Dzieci nie dochodzą do siebie, bo dorośli uznają, że kryzys się skończył. Dochodzą do siebie przez powtarzanie. Bezpieczne poranki. Bezpieczne noce. Dorośli, którzy wracają, kiedy obiecają.
Ograniczyłeś podróże.
Twój zarząd narzekał.
Zignorowałeś ich.
Przez lata wierzyłeś, że bycie dobrym ojcem oznacza zbudowanie imperium wystarczająco dużego, by zabezpieczyć przyszłość twoich synów. Ale przyszłość omal nie została skradziona w twoim własnym domu, podczas gdy podpisywałeś umowy w innym mieście.
Teraz odwoziłeś dzieci do szkoły.
Dowiedziałeś się, który z bliźniaków lubi skarpetki z dinozaurami, a który udaje, że nie potrzebuje lampki nocnej. Siedziałeś na lekcjach pływania. Przypalałeś naleśniki. Czytałeś niepoprawnie bajki na dobranoc, naśladując głosy złoczyńców zbyt głośno, aż Rosalía zbeształa cię z korytarza.
Chłopcy znów zaczęli się śmiać.
Ten dźwięk stał się twoim prawdziwym szczęściem.
Nadzorowane wizyty Pauliny rozpoczęły się dwa miesiące później.
Pierwsza wizyta trwała dwadzieścia minut.