„Tak. Zgodzi się na ograniczoną opiekę, wycofa kilka roszczeń finansowych i przeprosi Rosalię prywatnie w zamian za nieujawnianie dalszych dowodów.”
Zaśmiałaś się.
„Nie.”
Gabriel czekał.
Pochyliłaś się do przodu.
„Przeprosiny Rosalii nie będą prywatne. Oskarżenie było publiczne. Upokorzenie było publiczne. Korekta będzie publiczna.”
„To jej się nie spodoba.”
„Powinna była o tym pomyśleć, zanim założyli jej kajdanki.”
Gabriel powoli skinął głową.
„Myślałem, że tak powiesz.”
Publiczne przeprosiny odbyły się w sali konferencyjnej sądu, z kamerami na zewnątrz i pisemnym oświadczeniem złożonym do protokołu.
Paulina siedziała sztywno przy stole.
Rosalía siedziała obok ciebie, z rękami ciasno splecionymi na kolanach. Zamiast munduru miała na sobie prostą niebieską bluzkę. Twoi synowie nie byli obecni. Nie musieli patrzeć, jak dorośli sprzątają szkody, które nigdy nie powinny ich spotkać.
Paulina czytała z gazety.
„Przyznaję, że moje oskarżenie przeciwko Rosalíi Martínez było fałszywe. Przyznaję, że nie ukradła mojej bransoletki. Przyznaję, że moje działania wyrządziły jej krzywdę prawną, wywołały cierpienie emocjonalne oraz uszczerbek na jej godności i reputacji”.
Głos jej się załamał na dźwięk słowa „godność”.