„Właśnie w tym tkwi problem. Pozwalasz służbie czuć się zbyt swobodnie. Teraz dzieci myślą, że ta kobieta jest ważniejsza od ich własnej matki”.
Patrzyłeś na nią.
No i to było.
Nie tylko pogarda.
Zazdrość.
Rosalía kochała chłopców z cierpliwością, której Paulina nigdy nie miała. Wiedziała, który z bliźniaków nienawidził groszku, który miał koszmary po burzy, który udawał dzielnego, gdy się bał. Znała piosenki, które ich uspokajały i historie, które ich rozśmieszały.
Paulina wiedziała, jak ich ubrać do świątecznych zdjęć.
A to nie to samo.
„Powinnaś spać”, powiedziałeś.
Zmrużyła oczy.
„To wszystko?”
„Na dziś wieczór”.
Przyglądała ci się podejrzliwie.
Potem odwróciła się i podeszła do drzwi.
Przed wyjściem obejrzała się.
„Nie bądź sentymentalny z powodu służącej”.
Twoja dłoń zacisnęła się w pięść pod biurkiem.
Ale pozwoliłeś jej odejść.
Bo Gabriel miał rację.
Gniew da jej czas na kłamstwo.
Dowody dadzą Rosalii wolność.
O 3:20 nad ranem Gabriel zadzwonił ponownie.
„Znalazłem ją” – powiedział. „Rosalía wciąż jest na komisariacie. Wysyłam tam teraz jednego z naszych adwokatów od spraw karnych”.
Zamknąłeś oczy.
„Dziękuję”.
„Héctor, jest coś jeszcze”.
Ścisnął ci się żołądek.
„Co?”