Usłyszałeś ruch za biurem i szybko zminimalizowałeś ekran. Paulina otworzyła drzwi bez pukania, ubrana w jedwabny szlafrok i maskę do spania założoną na włosy. Wyglądała na zirytowaną, niewinną.
„Jeszcze nie śpisz?” zapytała.
Odwróciłeś się na krześle.
„Tak”.
Weszła i spojrzała na monitory.
„Dlaczego obserwujesz kamery?”
„Żeby zrozumieć, co się stało”.
Zacisnęła usta na pół sekundy.
Po czym westchnęła dramatycznie.
„Héctorze, wiem, że ci się podobała, ale niektórzy ludzie potrafią udawać. Ta kobieta oszukała nas wszystkich”.
Wszystkich nas.
O mało się nie roześmiałeś.
Zamiast tego odchyliłeś się do tyłu.
„Naprawdę?”
Paulina skrzyżowała ramiona.
„Nie zaczynaj. Miałam okropny dzień. Twoi synowie wrzeszczeli jak zwierzęta, przyjechała policja, a ty teraz zachowujesz się, jakbym zrobiła coś złego”.
Twoi synowie.
Nie nasi synowie.
Też to zauważyłeś.
„Nie pocieszyłeś ich” – powiedziałeś.
Przewróciła oczami.
„Wpadli w histerię”.
„Patrzyli, jak kobietę, która ich wychowała, zabierają w kajdankach”.
„Ona jest pracownicą, Héctorze”.
„Jest dla nich rodziną”.
Twarz Pauliny stwardniała.