„Bo urodziny są dla tych, którzy nas kochają”.
Otworzyła pudełko drżącymi rękami.
W środku była bransoletka.
Nie diamenty.
Kolorowe koraliki.
Chłopcy zrobili ją sami.
Rosalía przycisnęła go do piersi i zaczęła płakać. Odwróciłeś wzrok, udając, że sprawdzasz grill, bo niektóre emocje są zbyt wielkie, by dorosły mężczyzna mógł je swobodnie okazywać na przyjęciu dla dzieci.
Wtedy Santi krzyknął: „Grupowy uścisk!”.
Bliźniaki wpadły w ramiona Rosalíi.
Dołączyłeś do nich, bo cię przyciągnęły.
Przez jedną idealną sekundę świat wydawał się naprawiony.
Nie wymazany.
Naprawiony.