Z progu Madame Vasseur powiedziała:
„Nie martw się. Tam są tylko duchy”.
Odwróciłem się.
„Nie podglądałem”.
„Wiem. Dlatego ci mówię”.
Nic nie dodała.
Ale od tamtego dnia zrozumiałem, że obserwuje wszystko.
Nie tylko to, co ja robiłem.
To, czego postanowiłem nie robić.
W maju jej stan się pogorszył.
Nic nagłego.
Po prostu silniejsze zmęczenie.
Spowolnienie ruchów.
Duszność po kilku krokach.
Pewnego popołudnia znalazłem ją śpiącą w fotelu, z lekko przechyloną głową i lekko opadniętymi ustami.
Byłem przestraszony.
Zawołałem ją.
Nie odebrała.
Położyłem jej rękę na ramieniu.
„Pani Vasseur?”
Otworzyła oczy, zdezorientowana, a potem wściekła.
„Dlaczego krzyczy pani jak rybak?”