Mniej jadła.
Mówiła krótkimi zdaniami.
Pewnego popołudnia, gdy obierałem jabłka przy zlewie, powiedziała:
„Wiesz, co jest dziwne, kiedy jest się bliskim śmierci?”
Zatrzymałem nóż.
„Nie”.
„Inni w końcu ujawniają, ile ich zdaniem warte było twoje życie”.
Odwróciłem się.
Siedziała w fotelu, owinięta niebieskim szalem, tak delikatnym, że światło zdawało się przez niego przechodzić.
„A ile twoim zdaniem było warte?” zapytałem.
Spojrzała na fortepian.
Potem na zdjęcia.
Potem na mnie.
„Zostawić po sobie coś więcej niż dobytek”.
Dwa tygodnie później cisza stała się nieodwracalna.
Przyjechałem w czwartek po południu.
Zapukałem.
Nie było odpowiedzi.
Użyłem klucza, który mi powierzyła „tylko w nagłych wypadkach”.
W domu panowała cisza.