Jeśli się zastanawiałeś, tak, od początku wiedziałem, że niczego nie ukradniesz. Patrzyłeś na rzeczy tak, jak patrzą na nie biedni ludzie, kiedy wiedzą, jaki ciężar trzeba będzie ponieść, żeby je wymienić. Nie tak, jak patrzą na nie chciwi ludzie, kiedy kalkulują ich wartość odsprzedaży. Różnica jest znacząca.
Śmiałem się w pustym domu.
Potem śmiech tak szybko przerodził się w łzy, że musiałem usiąść na podłodze.
W pudełku znajdowały się również stare długi, dokumenty bankowe zapomniane przez wszystkich oprócz niej i Maître Lefèvre’a.
Niewielki majątek.
Ale wystarczający na naprawę dachu.
Doprowadzenie instalacji elektrycznej do stanu zgodnego z przepisami.
Wymianę kotła.
I może opłacenie części moich studiów bez przepracowywania się.
Długo siedziałem wśród tych papierów.
Miałem dziwne wrażenie, że ufa mi ktoś, kto był mi winien trzydzieści euro, a zamiast tego zostawiał mi tylko ściany.
Wiosną sędzia wydał orzeczenie.
Testament pozostał w mocy.
Postanowienia sporządzone przez Madame Vasseur były ważne.
Claire i Philippe otrzymali to, do czego prawo im nakazywało, ale dom, podzielony według części rozporządzalnej i zrekompensowany ustalonymi postanowieniami, należał do mnie.
Przegrali.
Kiedy wychodziliśmy, Claire miała ponurą minę.
Philippe nie spojrzał mi w oczy.
Maître Lefèvre uścisnął mi dłoń pod bladym niebem.
„Gratulacje, Adrien. I moje najszczersze kondolencje”.
Zmarszczyłem brwi.