Starzy ludzie zapominają, powiedziałem sobie.
Wygodniej było tak myśleć.
W następny czwartek wróciłem.
Tym razem zobaczyłem to, na co nie odważyłem się spojrzeć za pierwszym razem.
Lodówka była prawie pusta.
Pół litra mleka.
Dwa jogurty.
Resztki zupy.
Pomarszczona cytryna.
W szafce był ryż, suchary, puszki fasoli w sosie pomidorowym i herbata.
Posprzątałem.
Pochowałem rzeczy.
Wymieniłem żarówkę w korytarzu, bo powiedziała, że nie widzi, dokąd idzie.
W końcu podziękowała mi skinieniem głowy.
Wciąż nie ma pieniędzy.
Tym razem zebrałam się na odwagę.
„Pani Vasseur… w sprawie zapłaty…”