„Proszę pani. Skończone”.
Skinęła głową.
„Potem spojrzała mi prosto w oczy.
„Niczego pani nie ukradła”.
Zamarłem.
Potem roześmiałem się wbrew sobie.
„Nie, proszę pani”.
„Dobrze. Niektórzy tak robią”.
Wstała.
Oparła się na lasce.
„Wróć w przyszły czwartek”.
Nie zapłaciła mi.
Zwlekałem chwilę za blisko drzwi, czekając na gest, kopertę, coś.
Ale ona już odwróciła się w stronę salonu.
Wyszedłem, myśląc, że zapomniała.