Udzielałam korepetycji z matematyki uczniom liceum, a oni patrzyli na mnie, jakby równania były jakąś karą boską.
Pracowałam jako baristka w bistro niedaleko Bellecour.
Nosiłam pudła w górę i w dół budynków bez windy.
Zgodziłam się, zanim jeszcze wiedziałam, czy moje ciało to wytrzyma.
Tak znalazłam to ogłoszenie.
Pewnego deszczowego wieczoru, z laptopem na kolanach i miską makaronu instant obok siebie, zobaczyłam na grupie na Facebooku tę wiadomość:
Starsza kobieta, Old Lyon, poszukuje solidnej gosposi raz w tygodniu. Płatność gotówką. Kontakt: Claire.
Zadzwoniłam następnego dnia.
Kobieta po drugiej stronie mówiła szybko, jak ktoś, kto próbuje odłożyć obowiązki na później, zanim staną się źródłem niepokoju.
Nazywała się Claire Delorme.
Wyjaśniła, że to jej matka, Madeleine Vasseur, osiemdziesięciodwuletnia wdowa, uparta i niezdolna do zaakceptowania idei domu opieki.
„Potrzebuje głównie kogoś do sprzątania, zmywania naczyń i tym podobnych rzeczy” – powiedziała. „Trzydzieści euro za wizytę. Czy jest pani godna zaufania?”
O mało się nie obraziłam.
Potem przypomniałam sobie, że ludzie potrzebujący pieniędzy nie zawsze mogą sobie pozwolić na obrażanie się.
„Tak, proszę pani”.
„Dobrze. Podam pani adres”.
Następnego ranka, przed zajęciami z prawa administracyjnego, przejeżdżałam przez Stary Lyon pod szarym niebem.
Dom Madame Vasseur znajdował się na końcu cichej traboule, za ciężkimi drewnianymi drzwiami wychodzącymi na mały, brukowany dziedziniec.
Mury były wysokie, wilgotne, naznaczone zębem czasu.
Wyglądało to tak, jakby nowoczesne miasto zatrzymało się u wejścia, jakby nikt nie odważył się poruszyć tego zakątka przez pięćdziesiąt lat.
Kiedy zapukałem, drzwi długo się otwierały.
Madame Vasseur stała przede mną.
Bardzo drobna.
Bardzo prostolinijna, mimo bólu.
Jej oczy były bladoniebieskie, niemal przezroczyste, ale miały zaskakującą przejrzystość.
Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów.
Potem powiedziała:
„Jesteś studentem”.
„Adrienie, proszę pani”.
„Proszę wejść, zanim wilgoć podgryzie mi kolana”.
To była nasza pierwsza rozmowa.