Albo ile czwartków minęło, zanim przekroczyli próg.
Pani Vasseur obserwowała ich tak, jak obserwuje się aktorów, którzy grają słabo w sztuce, którą sami napisali.
Piątego dnia zapytała
Adrien, Maître Lefèvre.
Notariusz przybył jeszcze tego samego popołudnia.
Mężczyzna około siedemdziesiątki, żylasty, prosty, z niskim głosem, który zmuszał wszystkich do słuchania.
Najpierw rozmawiał z nią sam na sam.
Potem zawołał mnie do sypialni.
Claire i Philippe, na korytarzu, natychmiast zmienili wyraz twarzy.
Pani Vasseur była wyczerpana.
Ale jej oczy były jasne.
„Adrien, Maître Lefèvre zaświadczy, że nadal jestem w stanie podejmować własne decyzje. Zaświadczysz również, że mówię swobodnie”.
Philippe zrobił krok.
„Mamo, daj spokój, to śmieszne”.
Maître Lefèvre odwrócił się do niego.
Nie podniósł głosu.
Nie musiał.
„Panie Vasseur, pańska matka prosiła mnie o obecność. Proszę poczekać na zewnątrz”.
Cisza, która zapadła, była jak policzek.