Brak czajnika.
Brak radia.
Z kuchni nie dobiegł żaden suchy głos.
Znalazłem ją w fotelu przy oknie.
Oparła dłonie na kolanach.
Jej twarz była spokojna.
Jakby zasnęła w środku myśli.
Przez kilka sekund mój umysł odmawiał przyjęcia tego, co moje ciało już wiedziało.
Wtedy dotknąłem jej dłoni.
Była zimna.
Zadzwoniłem na pogotowie.
Potem do Maître Lefèvre.
Potem do Claire i Philippe’a.
Następne godziny zlewały się w jedno.
Straż pożarna.
Lekarz.
Pytania.
Dom nagle wypełnił się ludźmi, którzy nigdy tam nie mieszkali.
Przybyła Claire, łkając z gracją.
Philippe, poważnie.
Oboje patrzyli na meble, ściany, szuflady.
Nie jak dzieci wracające do domu matki.