Myślę o życiu, jakie mogłabym mieć, gdybym nie odpowiedziała na to ogłoszenie.
Życie pełne ścisłych kalkulacji, wyczerpania i zamkniętych drzwi.
Potem myślę o Madame Vasseur.
Jej lasce.
Jej niebieskich oczach.
Jej metalowej skrzynce.
To, jak potrafiła przejrzeć ludzi na wylot, jakby ich skóra była tylko skorupą.
Nigdy nie płaciła mi w czwartki.
Ani razu.
Ale płaciła mi jedyną walutą zdolną zmienić przyszłość.
I za każdym razem, gdy z pokoju na dole, przez korytarz i na stare ściany, gdzie kiedyś panował kurz, dobiega salwa śmiechu, czuję się, jakbym wciąż słyszał narastające odsetki.
KONIEC