Zidentyfikowała kilka kobiet w kompleksie o cechach, które nazwała optymalnymi, i Thomas miał zostać z nimi sparowany, aby spłodzić dzieci, które można by badać od urodzenia. Wyjaśniła to z klinicznym dystansem, jakby omawiała płodozmian, a nie systematyczną eksploatację nastoletniego chłopca.
Thomas słuchał, kiwał głową i milczał. Ale za jego bladymi oczami coś się zmieniło. Nie był już biernym poddanym. Planował. I leżąc każdej nocy w swoim pokoju, zaczął rozumieć, że wiedza może być bronią. Margaret kształciła go w ramach swojego eksperymentu, nie biorąc pod uwagę, że edukacja może dać mu narzędzia do stawiania oporu.
To był błąd, który ostatecznie zniweczył wszystko, co zbudowała. Jesień 1858 roku przyniosła nieoczekiwane komplikacje. Dr Harrison Pembroke przybył do Bellmont 12 października niezapowiedziany, niosąc ze sobą list polecający od Towarzystwa Medycznego Charleston. Pembroke, wschodząca postać w południowych kręgach medycznych, zafascynował się patologiami dziedzicznymi.
Słyszał plotki o prywatnym ośrodku badawczym Margaret i specjalnie przyjechał z Karoliny Południowej, żeby się z nią spotkać. Margaret przyjęła go w głównym budynku, podając herbatę i jednocześnie oceniając obecność niespodziewanego gościa. Pembroke miał 42 lata, był wysoki i szczupły, o kanciastych rysach twarzy i dłoniach, które nieustannie poruszały się podczas mówienia. Studiował medycynę w Filadelfii, zanim wrócił do Charleston, aby założyć praktykę lekarską.
Ale jego prawdziwą pasją były badania. Pokazał Margaret swoje opublikowane prace na temat chorób dziedzicznych, teorie dotyczące cech rasowych i przekonanie, że hodowla naukowa może poprawić ludzki gatunek. „Przyszłość medycyny nie leży w leczeniu chorób po ich wystąpieniu” – wyjaśniał entuzjastycznie Pemroke – ale w zapobieganiu rozmnażaniu się słabych linii krwi.