Augustus, kierowca Margaret, pracował dla rodziny Dunore od ponad 20 lat. Jego ramiona były napięte, a szczęka zaciśnięta. Dawno temu nauczył się nie kwestionować tego, co robiła Margaret. Belmont cieszył się dobrą reputacją wśród społeczności niewolników w hrabstwie Chattam. Ludzie tam trafiali i po prostu znikali, a nie uciekali, ponieważ wieść o pojmaniu zbiegów zazwyczaj się rozchodziła.
Ci ludzie przestali istnieć, jakby nigdy się nie urodzili. Powóz toczył się przez Pine Forest w kierunku części Belmont, którą Thomas wkrótce miał poznać aż za dobrze. Zespół budynków ukrytych niemal milę od głównego domu, do których można było dotrzeć jedynie wąską drogą przez gęsty las. Konstrukcje te powstały w latach 1843–1852 z materiałów zakupionych w niewielkich ilościach od różnych dostawców z trzech stanów.
Robotnicy, którzy je zbudowali, zostali sprzedani zaraz po ukończeniu budowy i rozproszeni na plantacjach tak odległych od siebie, że nigdy nie mogli się spotkać, by wymienić się historiami. Kiedy Augustus zatrzymał powóz przed największym budynkiem, Margaret zeszła na dół i skinęła na Thomasa, by poszedł za nim.
Wnętrze było niepodobne do niczego, co kiedykolwiek widział. Czyste sosnowe podłogi, bielone ściany, szklane okna. Margaret zaprowadziła go do małego pokoju, w którym stało łóżko z prawdziwym materacem, krzesło, stolik z umywalką i półka. „To będzie twój pokój” – powiedziała, a w jej kulturalnym głosie nie było ciepła. „Dostaniesz odpowiednie jedzenie, ubranie i schronienie.
W zamian będziesz współpracować przy pewnych procedurach, badaniach lekarskich, pomiarach, obserwacjach. Rozumiesz? Thomas skinął głową, nie rozumiejąc niczego poza tym, że przetrwanie oznacza posłuszeństwo. Umiesz czytać? Pokręcił głową. Umiesz pisać? Potrząśnij jeszcze raz. Będziesz nauczony, powiedziała Margaret z satysfakcją.