Reakcja Margaret była natychmiastowa i charakterystycznie wyrachowana. Zatrudniła najlepszych prawników, jakich można było kupić za pieniądze – mężczyzn, którzy zbudowali kariery broniąc właścicieli plantacji przed oskarżeniami o okrucieństwo. Ich strategia była prosta. Wszystko, co zrobiła Margaret, było legalne w świetle prawa stanu Georgia. Niewolnicy byli własnością. Właściciele mieli pełną swobodę w decydowaniu o ich reprodukcji, warunkach życia i traktowaniu.
Prawo wyraźnie dawało Margaret prawo do robienia wszystkiego, o co oskarżali ją Chen i Pritchard. Przymusowe rozmnażanie, eksperymenty medyczne, a nawet wysoka śmiertelność niemowląt – wszystko to mieściło się w jej kręgu praw jako właścicielki nieruchomości. Była to linia obrony, która prawdopodobnie okazałaby się skuteczna. W Georgii w 1860 roku żadna ława przysięgłych nie skazałaby bogatej białej kobiety za czyny, które byłyby formalnie legalne, niezależnie od tego, jak odrażające moralnie.
Chen o tym wiedział. Pritchard o tym wiedział. I prawnicy Margaret o tym wiedzieli. Sprawa prawdopodobnie zostałaby umorzona, zanim jeszcze trafiłaby do sądu. Ale wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego, co zmieniło wszystko. Harrison Pembroke, lekarz, który współpracował z Margaret przez ponad rok, zgłosił się. Mieszkał w Charleston, pił dużo alkoholu i dręczyło go poczucie winy z powodu udziału w eksperymencie.
Kiedy dowiedział się o śledztwie, coś w nim pękło. 8 lutego 1860 roku Pembroke udał się do Savannah i złożył zeznania, które potwierdziły każdy szczegół oskarżeń Chena. Co ważniejsze, jako szanowany biały lekarz, jego zeznania miały wagę, której nie miały zeznania Chena i Augustusa.